Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lutego 2012

Who Saw Who - The Owl EP

    Gdy pierwszy raz usłyszałem tę EPkę poczułem się jak młode dziecko, które właśnie dostało niezapowiedziany prezent. W dodatku prezent, który się spodobał. 
    O samym zespole nie jestem w stanie za dużo powiedzieć. Brak znaczących informacji na myspace oraz bardzo skromny profil na facebooku. Wiem tylko tyle, że zespół już nie istnieje. Nie należy się jednak załamywać... pod zmienioną nazwą grają dalej.
    Muzyka, którą nagrali na potrzeby wspomnianej EPki wpadają brzmieniem z amerykański rock. Zazwyczaj Wielka Brytania charakteryzowała się znacząco odmiennym brzmieniem od reszty świata, co tutaj zostało lekko zachwiane. Mimo tego, wokal dziewczyny przypominający Janis Joplin, bardzo wzbogaca brzmienie. Trochę gorzej prezentuje się ze swoimi możliwościami męski głos, który raczej jedynie pomaga drobnymi wstawkami.
    Na koniec mogę powiedzieć, że przesłuchanie tej EPki zajmie wam bardzo dużo czasu. Nie da się bowiem zakończyć na jednej serii odtwarzania. Piosenki znajdują się na myspace. Nigdzie indziej nie udało mi się ich znaleźć.
    


Ocena płyty:
Brzmienie: 9/10
Orginalność: 7/10
Wokal: 8/10

Ocena końcowa 8/10

sobota, 28 stycznia 2012

Blood Red Shoes - Cold

    Po dłuższym okresie Blood Red Shoes wreszcie wyszli ze studia i zabrali ze sobą nowy utwór, który zademonstrowali całemu światu. Piosenka nosi tytuł Cold. Wierzcie jednak, że wcale nie jest ona zimna. Niesie ze sobą dużo energii, mimo że jest dość stonowana jeśli chodzi o tempo. Bez wątpienia brzmienie jest trochę mocniejsze co mam nadzieję utrzyma się na całej płycie. 
Spokojnie mogę powiedzieć, że ponownie nie zawiodłem się na tym duecie.


czwartek, 3 listopada 2011

Dead Sons - Boom Booom EP

      Pokłony ponownie w kierunku nieistniejącego zespołu Milburn. Nie dość, że tworzyli bardzo dobrą muzykę to jeszcze dwóch członków po rozpadzie zespołu utworzyli własne. Tom Rowley udał się w zakamarki muzyki odrobinę odbiegającej od poprzednich dokonań. Zespół Dead Sons z pewnością gra odrobinę 'ciemniejszą' muzykę w porównaniu ze zwykłym brytyjskim rockiem. Nie wolno jednak przejść obojętnie obok nowej EPki.
      Boom Booom zaserwuje nam cztery piosenki o łącznej długości blisko trzynastu minut. Shotgun Woman od pierwszych dźwięków przedstawia się jako 'mocna' piosenka o jednolitym rytmie. Jestem wręcz przekonany, że spodoba się Wam bez dwóch zdań.


Dla wielbicieli bardziej bluesowej muzyki polecam utwór numer dwa: 'You're Not Half as Smooth as Me'. Piosenka przynosi lekki odpoczynek na płycie tak samo jak 'Better Than Being Alone'. Natomiast pomiędzy tymi dwoma znajduje się 'Bangonfulturn'. Trochę ponad dwie minuty bardzo żywiołowej muzyki, którą spokojnie można zadowolić smakosza szybkiej i mocnej muzyki.
   Polecam zakup tej EPki z dwóch powodów. Po pierwsze nie jest ona droga (2.5£) a po drugie gwarantuję, że spędzicie z tą płytą bardzo dużo czasu i często będziecie do niej wracać.


Ocena płyty:
Wokal: 8/10
Brzmienie: 9/10
Orginalność: 7/10


Ocena końcowa 8.0/10

poniedziałek, 24 października 2011

The Book Club - Death In The Afternoon

      Wspomnień czar... wspomnień bardzo przyjemnych. Mam nadzieję, że chociaż część z was kojarzy zespół Milburn. Niektóre ich piosenki zaliczały się do gatunku 'mindblower'. Tak tak... to była piąkna brytyjska muzyka. Piosenki takie jak 'Send in the boys', 'Well well well', 'Lads 'N' Lasses', 'Showroom' były totalnym odlotem. Nie dało się posłuchać ich tylko raz a potem na zawsze zapomnieć. Muzyka marzenie. Niestety w roku 2008 grupa rozpadła się. Nie chciało mi się wtedy wierzyć, że chłopaki zostaną zapomniani albo sami zapomną jak wspaniałe rzeczy tworzyli.
      Szczęśliwie pierwszy wokalista Joe Carnall dołączył do trzech muzyków (Anthony Allen, Pat Conwill,  Tom Colclough) formując zespół The Book Club. Po pierwszy singlach i EPkach nadszedł czas na długogrający krążek. 'Death in the afternoon' jest dla wszystkich, którze stęsknili się za Milburn oraz za dobrą brytyjską muzyką. Zestaw dziesięciu piosenek powinien zadowolić każdego, bez względu na to czy lubicie szybsze rytmy czy coś spokojnego. Grane riffy są stosunkowo proste, nie wymagają od nas wiele czasu by się do nich przyzwyczaić. Złożone są jednak tak doskonale, że tworzą wspaniałe melodie, tworzące jeszcze wspanialsze piosenki. Ta płyta jest czymś czego w mojej kolekcji brakowało. Gwarantuję, że wydane pieniądze wynagrodzą wam powierzone zaufanie. 
      Tytułowa piosenka jest tą, która zasadniczo prezentuje styl zespołu. Piosenki ciut wolniejsze w porównaniu z Milburn. Jest też więcej spokojnej muzyki co świadczy po części o tym, że muzycznie chłopaki bardzo dorośli. 'Mr. K' - bardzo chwytliwy rytm, przy którym zwyczajnie można się przyjemnie uśmiechnąć. Piosenka numer trzy jest dla romantyków. Spokojne brzemienie i wspaniały głos Joego tworzą cudowną kompozycję. Piosenka jednak z czasem przyspiesza przygotowując do kolejnego utworu. 'Matchstick Song' pozwoli nam znacząco przyspieszyć (pomimo spokojnego początku). Piosenka sama w sobie niesie bardzo dużo energii. Pozostałe utwory również powinny was zachwycić. W szczególności piosenka 'Anarchist', która spokojnie mogłaby być umieszczona na jednym z albumów Milburn.
      Ze względu na fakt, że chłopaki nie nagrali jeszcze żadnego teledysku do nowej płyty, zachęcam do odsłuchania jednej z ich wcześniejszych piosenek.


Ocena płyty:
Wokal: 8/10
Brzmienie: 9/10
Orginalność: 8/10

Ocena końcowa: 8.33